Zabawki w pierwszym roku życia. Co naprawdę się przyda, a co przeleży w pudle

Wyprawkowa lista z internetu w sekcji „zabawki" potrafi mieć dwadzieścia pozycji: grzechotki, maty, karuzele, gryzaki, zestawy kontrastowe, pierwsze książeczki. Kupujesz je hurtem przed porodem, a przez pierwsze tygodnie leżą nietknięte, bo noworodek patrzy głównie na Twoją twarz i na sufit.
Z tej listy większość rzeczy naprawdę się przyda — tylko nie naraz i nie od pierwszego dnia. W pierwszym roku dziecko zmienia się szybciej niż w jakimkolwiek późniejszym, a przedmiot dopasowany do trzeciego miesiąca nie ma szans zadziałać w dziewiątym. Problemem nie jest więc sama lista, tylko kolejność. Pytanie „jaka zabawka będzie teraz dobra" wraca co kilka tygodni i za każdym razem ma inną odpowiedź.
Pierwsze tygodnie: mniej, niż się wydaje
Noworodek widzi wyraźnie na odległość mniej więcej dwudziestu–trzydziestu centymetrów, czyli dokładnie tyle, ile dzieli go od twarzy osoby, która go trzyma. Nie potrzebuje zabawek. Potrzebuje kontaktu, głosu, noszenia.
Jeśli cokolwiek kupować na ten etap, to rzeczy kontrastowe — czarno-białe obrazki, proste wzory — bo w tym okresie łatwiej je dostrzec. Wszystko inne spokojnie poczeka. To jest ten moment, w którym najłatwiej kupić z wyprzedzeniem rzeczy przydatne dopiero za pół roku — i zapomnieć o nich do czasu, aż dziecko z nich wyrośnie.
Około trzeciego miesiąca: ręce wchodzą do gry
Dziecko zaczyna sięgać, chwytać i wkładać do ust wszystko, co uda mu się złapać. Wtedy zaczynają mieć sens grzechotki, miękkie zabawki z uchwytem, gryzaki, zawieszki nad matą. Dobrze sprawdzają się zabawki sensoryczne w różnych fakturach i piłeczki sensoryczne, bo na tym etapie dziecko poznaje otoczenie przede wszystkim przez zmysły.
Kryterium jest proste: czy da się to złapać jedną dłonią i czy da się to bezpiecznie wsadzić do buzi, bo tam wyląduje. Mata na podłodze staje się w tym czasie najbardziej używanym przedmiotem w domu — daje miejsce do leżenia na brzuchu, przewracania się i pierwszych prób podnoszenia głowy, a przy okazji ćwiczy koordynację ruchową.
Sześć do dziewięciu miesięcy: siadanie i przekładanie
Dziecko siada, więc świat wygląda inaczej i ręce są wolne. Zaczyna przekładać przedmiot z ręki do ręki, uderzać jednym o drugi, wrzucać i wyjmować. Pojawia się też ulubiona zabawa całego etapu: upuszczanie czegoś z krzesełka i patrzenie, co się stanie.
Sprawdzają się wtedy pojemniki, kubki do wkładania jeden w drugi, piłki, pierwsze klocki i materiałowe książeczki, które wytrzymają gryzienie i pranie. Nic skomplikowanego — dla najmłodszych najciekawsze jest to, co ma czytelną przyczynę i skutek, i właśnie to buduje pierwsze zdolności poznawcze.
Około roku: chodzenie zmienia wszystko
Przy pierwszych urodzinach dziecko zwykle chodzi przy meblach albo już samodzielnie, a palce działają na tyle precyzyjnie, żeby podnieść z podłogi okruszek. To zmienia charakter zabawy: teraz wszystko można przenieść z miejsca na miejsce, wsypać, wysypać i zrobić to jeszcze dziesięć razy.
Wchodzą sorter kształtów, pojemniki z pokrywką, pchacze i zabawki do ciągnięcia — te ostatnie nagradzają świeżo zdobyty chód. Wchodzą też pierwsze zabawy w udawanie: karmienie misia, gotowanie z niczego, telefonowanie klockiem do babci. Roczne maluchy zaczynają w tym czasie kojarzyć nazwy z przedmiotami, więc każda wspólna zabawa pracuje na zasób słownictwa.
Wybierając zabawki na ten etap, sprawdzaj dwie rzeczy przed wszystkimi innymi: wielkość elementów, bo do ust nadal trafia wszystko, i to, ile dziecko ma tu do zrobienia samo. Zabawki interaktywne, które po naciśnięciu robią całe przedstawienie, zajmują uwagę na tydzień. Te, które nie narzucają scenariusza, zostają w obiegu na miesiące. Propozycje dopasowane do tego wieku zebrane są tutaj: https://bajum.pl/k/zabawki/wg-wieku/dla-roczniaka
Czego nie kupować z góry
Trzy rzeczy warto odłożyć do momentu, w którym faktycznie będą potrzebne.
Zabawek „od 12 miesięcy" kupowanych w ciąży — do pierwszych urodzin minie rok, oferta się zmieni, a rozwój dziecka może iść w innym tempie, niż zakłada pudełko.
Kompletów wszystkiego naraz. Dziecko, które ma dostęp do dwudziestu przedmiotów, nie wybiera żadnego. Kilka rzeczy dostępnych na zmianę działa lepiej niż pełna skrzynia.
Rzeczy kupowanych na wyrost. Zestaw za trudny nie leży spokojnie do czasu, aż dziecko dorośnie — zwykle kończy się złością i zniechęceniem, więc lepiej schować go i wrócić za kilka miesięcy, gdy dojdą nowe umiejętności.
Co jest warte pieniędzy przez cały rok
Najdłużej pracują rzeczy bez jednego słusznego sposobu użycia: mata, pojemniki, kubki, piłki, klocki, materiałowe książeczki. Wchodzą wcześnie, zostają długo i zmieniają funkcję razem z dzieckiem — z gryzaka robi się przedmiot do przekładania, a potem do wkładania w coś innego. Zabawki wykonane z naturalnych materiałów, przede wszystkim drewniane, wytrzymują to lepiej niż lekki plastik i częściej wracają potem do młodszego rodzeństwa.
Trochę później dołączają drewniane układanki, zabawki kreatywne i proste zabawki edukacyjne — te, które faktycznie rozwijają wyobraźnię, bo zostawiają miejsce na własny pomysł, a nie te, które robią wszystko za dziecko. Pluszowe misie stoją poza tą klasyfikacją: rzadko czegoś uczą, za to pomagają zasnąć i przetrwać rozstanie.
I jedna rzecz, o której nie mówi żadna lista: przez większą część pierwszego roku najlepszą zabawką jest dorosły, który podaje, chowa, nazywa i się wygłupia. Reszta jest dodatkiem, choć czasem bardzo przydatnym.